Wzloty i upadki czyli dwa tygodnie na SORze [in PL]

10 May 2014

‘Everybody should walk through an Emergency Room at least once in their life because it makes you realise what your priorities are. It’s not the ‘rush rush rush’ and the ‘money money money’, it’s the people you love and the fact that one minute they might be there and one minute they might be gone”


- Liz Hobbs, King’s A&E Consultant


Jako pacjentka byłam na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym tylko raz. W podstawówce podtknęłam się o własną noge próbując zrobić dwutakt na wuefie.  Moja stopa dziwnie się wygieła i w podskokach na jednej nodze udałam sie do szkolnej pielęgniarki. Szpital, gips do kolana przez 3 tygodnie. Super było. Żałowałam, że nie zaliczyłam złamania, które byłoby powodem do dumy i robiło większe wrażenie na koleżankach niż zwichnięcie.

Teraz jestem na A&E codziennie po okolo 6-7h przez pięć tygodni. Mój szpital, jeden z dużych wiktoriańskich budowli z poczerniałego od smogu piaskowca, dobrze pamięta czasy kiedy gruźlicy wylegiwali się na jego półokrągłych balkonach w nadziei na parę promieni słońca. Wchodzę przez boczne wejscie i myślę, że to miejsce najbardziej przypomina mi sierociniec Toma Riddla z Harrego Pottera. Kto wie, moze Rowling inspirowała się architekturą Glasgow.

Od pierwszego dnia jestem wrzucona na głeboką wodę, to podobno najlepszy sposób żeby sie nauczyć.  Brytyjskie szkoły medyczne wyznają zasadę „ see one, do one, teach one”. Pacenci są segregowani  przez doświadczone pielęgniarki według powagi tego z czym się zgłosili na oddział. Niektórzy wiedzą, że magiczne słowa „chest pain” dadzą im czerwoną kategorię, a jak dodadzą że ból promieniuje wzdłuż ramienia mogą nawet liczyć na Priority 1, czyli miejsce na łózku do resuscytacji a nie w korytarzu, własną pielęgniarkę i paru młodych lekarzy do usług.

Moje zadanie to zbieranie wywiadu i badanie pacjentow z pomarańczową i zieloną kategorią, czyli tych którzy mogą poczekać do 4h zanim zobaczą prawdziwego lekarza. Żałuję, że nie mogę nosić scrubs, takich piżamowych ubrań jakie noszą chirurdzy i lekarze na SORze. Podobno pacjenci się skarżyli że lekarze stoja i nic nie robią, a byli to studenci którzy czekali na kolejne zadanie.


Połowa sukcesu w byciu dobrą studentką i młodym lekarzem jest zaprzyjaźnienie się z pielęgniarkami. Pierwszego dnia pytam czy mogę w czymś pomóc i po paru minutach wynoszę pełne nocniki i brudną pościel. Taki sprawdzian. Następnego dnia pielęgniarki znają moje imię „Maggie, would you mind doing an ECG on that wee man on trolley 4?” – chyba zdałam.

Po weekendzie majowym oddział pęka w szwach. Nie mamy miejsc nawet na korytarzu. Okazuje się że trzeba powtórzyć badanie krwi u mężczyznt z podejrzeniem zawału serca. Pytam czy mogę pobrać krew i słyszę „As long as you know where you’re putting it in...”. Za chwilę wkładam wenflon młodemu chłopakowi, jego babcia stoi nade mną i komentuje „ Oh, that looks sore, I don’t think it went in, are you ok darling? Are you sore? You look sore „.Wenflon wypadł. Idę po lekarza i pokazuję kciuk w dół. Porażka.


Zanim się objerzę jest 21, koniec mojej zmiany. Dzwoni czerwony telefon (karetka daje nam znać, że wiozą ciężki przypadek, szykujemy miejsce do resuscytacji, jedna osoba rodziela role: „You’re doing A, can you do B and I’ll do C. Let’s get a blood glucose, set of obs and an ECG as well”). W resuscytacji używamy systemu ABCD, airway breathing circulation disability – najpierw zajmujemy sie problemami które zabija pacjenta najszybciej. U pacjenta ktory ma ostry atak astmy nie ma sensu sprawdzać czy ma niski cukier, bo zwężone drogi oddechowe zabiją go szybciej niż hipoglikemia.  Lekarz pyta czy mogę zostać i pomóć z pobieraniem krwi i wenflonami. Pierwszy raz nie czuję się jak piąte koło u wozu.

Następnego dnia przychodzę na popołudnie. Zajeżdżam na ulubioną kawę po drodze do szpitala i nie spodziewam się, że będzie to dzień kiedy po raz pierwszy ktoś umrze na moich oczach. Kolejna zmiana pełna wenflonów, EKG, rozmawiania z pacjentami, zbierania wywiadów. Coraz częsciej mam wrażenie, że niektórzy ludzie przychodzą na SOR bo nie mają z kim porozmawiać w domu. Ktoś miał wysypkę od trzech dni i nie chciało mu się czekać na wizyte u  lekarza pierwszego kontaktu, kogoś bolą plecy od dwóch tygodni ale postanowił przyjść akurat dzisiaj. „Sometimes I think we should hire someone to stand at the front door and give people hugs. That’s just what 80% of our patients want anyway.” – komentuje jeden z pielęgniarzy.

Idę włożyć kolejny wenflon. Starsza pani ostrzega mnie, że ma kiepskie żyły. Szykuję sobie wszystko na tacce, wkładam wenflon, robie opatrunek. Wszystko idzie gładko a na koniec starsza pani mówi do mnie: „Nie wierzę, że ci się udało za pierwszym razem. Będę cię polecać moim koleżankom”. „You’re a star” – dodaje kiedy odchodzę. Najlepszy komplement jaki dostałam tego roku.


Pod koniec dnia wszyscy są zmęczeni, podjadamy sobie czekolade i orzeszki ziemne w pokoju z komputerami. Konsultanci (tutejszy odpowiednik ordynatorów) siedzą obok stażystów, lekarze sa na „ty” ze wszystkimi pielęgniarkiami. Czasem salowa wpadnie na pogaduszki. Nie czuje się żadnej hierarchii. How was your holiday?” ordynator pyta jedną z rezydentek. “Fab, I prefer rescuing elephants in Thailand than alcoholics in Easterhouse [1]”.

Koniec mojej zmiany. Idę korytarzem obok rentgenu I widzę płacząca staruszkę na wózku. Mówi mi że siedzi tu od paru godzin i czeka na konsultacje ze specjalistą. Zanosi się płaczem i ma serdecznie dość. Robię jej herbatę i tosta z dżemem i kucam żeby porozmawiać przez chwilę.

Wychodzę ze szpitala, szłyszę głos karetki w oddali i zastanawiam się kogo wiozą.

Chyba się troche uzależniłam od tego SORu.
­____________________
[1] szemrana dzielnica Glasgow

Jak zawsze wszystkie opisane przypadki i spotkania z pacjentami sa wymyślone i/lub kompletnie anonimowe.

PS. Brytyjski Channel 4 robi świetny serial dokumentalny 24h in A&E - kilkdziesiąt kamer zostałow zamontowanych na ścianach jednego z najbardziej obleganych SORów w Londynie w szpitalu przy King's College. Serial pokazuje historie pacjentów którzy weszli przez drzwi SORu przez 24h, włacznie z ich rozmowami z rodziną i lekarzami. Polecam. 




6 comments:

  1. Bardzo lubie te wpisy.

    Zawsze chcialam byc lekarzem ale brakowalo mi wiary w siebie pod koniec liceum i nie podjelam sie nawet egzaminow na studia medyczne. Zaluje! Ostatnio zdiagnozowalam mojego meza i powiedzialam mu, ze GP niepotrzebnie wysyla go na MRI. Okazalo sie, ze mialam racje :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. nigdy nie jest za pozno! u mnie na roku jest pare osob ktore zdecydowaly sie na medycyne po jednych studach i np 10 latach pracy w zawodzie. ja mam love/hate relacje z medycyna teraz bardziej love, ale czesto mam dosyc...

      dziekuje za komentarz!

      Delete
    2. Tez mam relacje love/hate z moim zawodem (jestem rzeczoznawca majatkowym i zarzadca nieruchomosci). Sa dni, ze to uwielbiam i tez takie, kiedy szukam sobie jakiegos kursu, zeby zaczac wszystko od nowa :-)

      Delete
  2. no nie, codziennie na sorze i musisz być ostrzegana przed martwym ptaszkiem? ;)
    ej, to jest super. to jest lepsze niż oglądanie chirurgów (w sumie jedyny medyczny serial jaki oglądamy, ale to co poleciłas brzmi bardzo ciekawie). i właśnie mnie oświeciło, czy to pierwszy post po polsku? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. drugi juz po polsku, o psychiatrii wczesniej bylo :) jezyk ojczysty zamiera im dluzej tu mieszkamy i mowie rzeczy typu: "on robi to dla zycia" (he does it for a living), albo "to nie robi sensu" wiec musze pisac po polsku zeby nie zapomniec.

      a z tym ptakiem to serio! nie no, troche zartuje. ladne zdjecie bylo.

      Delete
  3. Ciekawy blog, a przy tym bliski, bo pisze go charyzmatyczna osoba - Polka mieszkajaca podobnie jak ja w Edynburgu, ktora rowniez lubi wloczyc sie po swiecie, kocha ksiazki, dobra kawe I czerpie z zycia tyle na ile pozwala, jak sadze, dosc napiety grafik dnia codziennego...hm skad ja to znam. Mieszkam w tym pieknym I mistycznym miescie wraz z mezem od 10 lat I nieustannie pozostajemy pod jego urokiem., bo jak mozna nie lubic atmosfery Edynburga:) Jesli mialabys kiedys ochote I czas na 'wee chat' przy dobrej kawusi to skrobnij do mnie maila na darusia77@yahoo.co.uk pozdrawiam Daria

    ReplyDelete