Psychiatria nie taka straszna... // Medic's Diaries [ in PL]

3 May 2014


Nigdy nie myślałam o tym, że w pewnym momencie mojego życia spędzę pięć tygodni na oddziale psychiatrycznym; że pacjenci będą mi mówić o swoich najskrytszych lękach, sytuacjach z dzieciństwa o których nikt nie chciałby pamiętać, a jednak nie może zapomnieć. Studiowanie medycyny jest dziwną sprawą pod tym względem. Okazuje się że ludzie chcą się otwierać przed studentami czasem nawet bardziej niż przed własnym lekarzem. W przypadku pacjentów cierpiących na choroby myśli trudniej to ocenić; czasem nie wiem czy pacjent wie kim jest, dlaczego się tu znajduje. Czy może w takim przypadku podjąć świadomą decyzję o tym czy chce wyjawić swoje sekrety studentce, która chce poćwiczyć zbieranie wywiadu psychiatrycznego? Trudno powiedzieć.

Wchodzę na oddział i uderza mnie zapach świeżo malowanych ścian. Nie mam karty wstępu, więc naciskam srebrny guzik domofonu i czekam. Nikt nie odpowiada. Pani sprzątaczka wychodzi akurat z wiadrem przez wahadłowe drzwi. Hello, my name is Maggie, I’m one of the medical students… – szybko recytuję dobrze wyćwiczona formułkę.  “Aye, that’s fine, doctors’ office is at the end of the corridor, on the right hand side”. Po drodze mijam kilka pacjentów we własnych ubraniach, a nie ja to jest w zwyczaju na innych oddziałach w piżamach. Staram się nie gapić, i zastanawiam czy nieśmiały uśmiech jest na miejscu. Na oddziale kardiologii czy interny nawet by mi to przez myśl nie przeszło – rozdaje uśmiechy na prawo i lewo. Często odwzajemnione, czasem nie. Nie rozmyślam czy ma to jakieś znaczenie, czy zbyt skory uśmiech jest oznaką manii.

Kolejny raz tego dnia łapię się na tym, że jestem czujna i momentalnie jestem zawiedziona swoim nastawieniem. Nikt mnie nie przygotował na początek praktyk na psychiatrii. Nikt nie powiedział: pajenci chorzy psychicznie nie są bardziej niebezpieczni niż ci po paru głębszych, których uspokajasz na oddziale ratunkowym w piątkowy wieczór. Nie ma się czego obawiać, to tylko chorzy ludzie. Tego dnia mam iść na obchód. Jestem zaskoczona, kiedy lekarka zaprasza mnie do małego pokoju z fotelami, gdzie już siedzi farmaceutka i pielęgniarka i tłumaczy, że tutaj pacjenci przychodzą na rozmowę i tak wygląda obchód. Badanie myśli polega na rozmowie. „Jak sie dziś czujesz” – pada pytanie. „Strasznie zmęczony, te leki mnie dobijają; Wyglądasz na zdenerwowanego, o czym myślisz. Boje się o własne życie, jestem śledzony”; „Słyszysz nadal głos ludzi, którzy komentują każdy twój ruch?”,  „Mam dosyć wszystkiego”. Staram się nie okazywać zdziwienia jakie wywołuje we mnie rozmowa po rozmowie z pacjentami. Przypomina mi się Piękny Umysł.

Po pierwszym tygodniu zaczynam widzieć analogie między pacjentami i jedno jest pewne: życie nie było dla nich łaskawe. Wielu miało bardzo trudne dzieciństwo, przemoc fizyczna i emocjonalna, bicie, alkohol i narkotyki w rodzinie są częścią historii prawie każdego pacjenta. Najbardziej przykre są historie ludzi, których choroba została wykorzystana przez ich otoczenie – pacjentki które ufały kolejnym partnerom, a po dwóch tygodniach zostały z wielotysięcznym długiem i złamanym sercem. Matki, które tęsknią za swoimi dziećmi, ale nie maja praw rodzicielskich przez swoja chorobę. Mężczyźni, którzy są w szpitalu od parunastu miesięcy, a nadal żyją w przeświadczeniu, że ich życie jest zagrożone i nie mogą sobie poradzić ze strachem.
Pod koniec piątego tygodnia rozmawiam z pacjentami sam na sam. Jestem zupełnie spokojna, znam pacjentów po imieniu, a oni też wiedzą kim jestem. „Jak się dziś czuje Marta, mogę z nią porozmawiać. „O, dużo lepiej. Spytaj ją sama, jest w swoim pokoju”. „Aye Maggie, no problem, let me go for a smoke, I’ll back in two minutes” – odpowiada. Rozmawiamy przez dobrą godzinę. Zauważam, że Marta jest uczesana po raz pierwszy odkąd jestem na oddziale. Utrzymuje dobry kontakt wzrokowy i rozmowa płynie naturalnie. Pytam o głosy, odpowiada że nic już nie słyszy. Leki zadziałały. Nie może się doczekać kiedy zobaczy swoją córeczkę i synka, którzy zostali w domu z babcia. Skarży się, że przytyła od leków. Leki przeciwpsychotyczne znane są ze swoich efektów ubocznych. Leczenie myśli to trudna sztuka, często wybór między zdrowym ciałem a zdrowym umysłem.

Dziękuje Marcie za rozmowę i wychodzę z oddziału. Mijam po drodze parę pacjentów. Niektórzy patrzą w ziemię i człapią powoli przed siebie. Mała grupka ogląda telewizję w pokoju dziennym. Dwoje rozmawia z pielęgniarkami, ktoś powiedział coś zabawnego bo wszyscy się śmieją. Zauważam normalność tego miejsca. Oddział jak każdy inny. Nie ma drzwi bez klamek, krzyczących głosów zza zamkniętych drzwi. A elektrowstrząsy to niemalże chirurgiczny zabieg w dziejszych czasach (w zupełnym znieczuleniu, w obecności anestezjologa). Często ratujący życie.

Psychopatologia jest fascynująca. Mimo, że nasze mózgi są tak różne, kiedy zmienia się chemiczny koktajl neurotransmiterów i zaczyna choroba psychiczna, nasze myśli kierują się na podobne tory. Przeświadczenie o zagrożeniu życia (urojenie prześladowcze), o byciu śledzonym, bezpodstawna nieufność lub zazdrość, głos komentujący każdy twój ruch – są klasyczne dla schizofrenii i paranoi. Przekonanie o szczególnej wielkości własnej osoby (jestem królową Anglii, właśnie jadę spotkać się z Pamelą Anderson na lotnisku) – to domena maniaków. „A co jeśli się okaże, że jestem złym człowiekiem? Lepiej nie pójdę na zakupy, bo mogę przypadkiem coś ukraść. Jak umyje ręce trzy razy, jest mniejsza szansa, że będę miała atak paniki„ – tak myślą cierpiący na nerwicę natręctw. Jest wiele innych przykładów opisanych w literaturze, niektóre dziwniejsze i bardziej niespotykane (np. zespół Cotarda, Otella, urojeniowy syndrom błędnej identyfikacji czy halucynoza pasożytnicza). Wspólny mianownik wszystkich chorób to brak możliwości normalnego funkcjonowania. Choroba staje się głównym aspektem życia. Chore myśli sprawiają, że nie dbasz o siebie, nie masz na nic ochoty, zaniedbujesz relacje, rodzinę, pracę, studia, nie możesz sie na niczym innym skupić. Jesteś wyczerpana i potrzebujesz pomocy. Tylko co jeśli mieszkasz sama w mieszkaniu społecznym a twój partner jest zainteresowany jedynie twoimi zasiłkami i butelką wódki?


Choroby, z którymi nie miałam wcześniej styczności teraz są mi dużo bardziej znajome, i przez to mniej straszne. Myśli, czy sama się nie zdiagnozuję przed końcem praktyk, już mnie nie nachodzą. W duchu dziękuję za dobre relacje z rodziną, za szczęśliwe dzieciństwo. Zastanawiam się z czego wynikało moje uprzedzenie do psychiatrii. Z tego, że w mediach nie celebrujemy tego, że klozapina zadziałała u kolejnego pacjenta i może wrócić do domu, tylko słyszymy o psychopacie który zabił rodzinę. Z filmów, książek? Schizofrenia, psychoza, depresja, choroba afektywan dwubiegunowa (bipolar disorder), anoreksja – tak to straszne choroby. Tak, często odporne na leczenie i rujnujące życie. Ale czy dużo straszniejsze niż POChP, które sprawia że człowiek nie może złapać oddechu, albo niewydolność serca powodująca wrażenie, że się topisz w środku nocy. Sedno problemu leży tam, gdzie zwykle, czyli w złamanych relacjach ludzkich, w braku pomocy dla rodzin z problemami, w przepaści społecznej. 

Oczywiście, możemy zrzucić winę na dopaminę i szlak mezolimbiczny. Wydawało ci się kiedyś, że ktoś zawołał twoje imię na ulicy, odwróciłaś się a nikogo tam nie było? Widziałeś pająka kontem oka, a był to tylko duży paproch? Podziękuj swojej dopaminie. Cieszysz się, że jest długi weekend i nie musisz iść do pracy/szkoły w poniedziałek? Rozmawiałaś ostatnio z rodzicami przez telefon? Polubiłaś zdjęcie swojego brata na facebooku? Dostałaś dodającego otuchy smsa od koleżanki przed egzaminem? Podziękuj losowi za przyjaciół i rodzinę. I mniejsze ryzyko choroby psychicznej.

------
Zdjęcia : moim zdaniem super-utalentowana Julia Mint, tu jest jej tumblr a tu flickr.
Wszystkie spotkania z pacjentami zostały wymyślone lub są zupełnie zmienione, przemieszane i anonimowe. 

3 comments:

  1. więc po pierwsze, tytuł + pierwsze zdjęcie - mistrz ;)
    po drugie: trochę czytałam o mózgu (ale przez 'trochę czytałam' wiadomo że mam na myśli sacksa albo draaismę), więc miałam świadomość że jest to choroba jak każda inna w tym sensie że nie jest to stygmat a po prostu - jakies reakcje zachodza w mózgu źle i to sie leczy, lekami, ale nie miałam pojęcia jak wielki wpływ mogą mieć relacje z bliskimi. zawsze sytuowałam je bliżej psychologii niż psychiatrii.
    jako doświadczenie w życiu - chociaz wiem że to brzmi glupio, jak zbieranie punktów w grze - każdemu by się przydało móc przeżyć to co Ty.
    ale skończyłaś już placówkę? bo bym Ci mogła polecić "kurację" smarzowskiego w teatrze telewizji (na podstawie ksiązki, ale książki nie czytałam). młody lekarz dostaje się na oddział jako pacjent żeby mógł prowadzić badania, o czym wie tylko jego opiekun. opiekun umiera. no i wszystkie te pytanie: kto tu jest "normalny', kto nie, kto o tym właściwie decyduje i na jakiej podstawie. kilka lat temu oglądałam i wielkie wrażenie to na mnie zrobiło.

    a w ogóle to fajnie że jestes bo czekałam i czekałam na coś nowego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. wlasnie tez nie zdawalam sobie sprawy ze rodzinne relacje maja az takie znaczenie. duzo wplywu ma tez genetyka oczywiscie, ale sedno sprawy jest takie ze jak sie ma kochajaca rodzine i stabilne zycie to latwiej jest np brac leki, ale zdac sobie sprawe ze sie znowy slyszy glosy. trauma z dziecinstwa, z wojny, inne okropne sytuacje naprawde przewazaly na tym oddziale na ktorym bylam.

      tak, juz skonczylam na psychiatrii. teraz jestem na SORze i tez jest ciekawie. szybkie tempo pracy. napsize cos o tym, ale nasza opiekunka praktyk zabronila nam wspomniac o pacjentach na "social media" wiec troche peniam co moge a co nie.

      ta ksiazka o ktorej piszesz i film brzmia strasznie/super. kurde, to jest czesty problem, ze niektorzy ludzie sa na oddziale wbrew swojej woli i nie zgadzaja sie z tym ze sa chorzy. spotkalam sie tylko ze swietnymi psychiatrami ktorym ufam ze podejmuja decyzje w interesie pacjenta ale jest to napewno bardzo trudne. ja czytala "weronika postanawia umrzec" (wczesna nastolatka bedac, mama mi odradzala cztac coehlo bo mowila ze to shizz a ja wbrew jej czytalam, teraz sama wiem ze to shizz). musze troche nadrobic z niemedyczna literatura.

      dzieki za mily komentarz :) bede wiecej po polsku pisac jak bede miala o czym, bo zapominam jak sie jezyka uzywa.

      Delete
  2. Bardzo mnie zainteresowało to wszystko c napisałas o psychiatryku. Szczerze mówiąc mam o nim wyobrażenia jedynie z filmów choćby takich jak "przerwana lekcja muzyki". Sama chyba nie nadawalabym sie do pracy w takim miejscu.
    A co do zjec i ilustracji - bardzo bardzo bardzo! Moja estetyka:)

    ReplyDelete